Są w życiu dni, kiedy wszystko idzie jak po maśle. Wykonane 200% normy, a jeszcze są siły i chęci na więcej...
Ale zdarzają się i takie, kiedy jedna mała pierdoła potrafi popsuć wcześniej opracowany plan działania. Coś nie idzie, coś się popsuje, czegoś brakuje, czegoś nie da się zrobić, tak jak się planowało...A potem już się sypie wszystko po kolei i utykam w martwym punkcie.
Mam wtedy ochotę rzucić wszystko w cholerę...
Ale jednak zostaje ta pierwotna wizja celu i człowiek się nie poddaje. Trzeba posiedzieć, pomyśleć, pokombinować, znaleźć inne rozwiązanie, które też może okazać się dobre. Jeśli trzeba - przeczekać, ochłonąć. I iść dalej...
Taki filozoficzny wpis mi wyszedł...A miało być o stoliku i ramie okiennej, których od dobrych paru dni nie mogę skończyć przerabiać/odnawiać :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz