Czekałam z wpisem do września, aż ogródkowe walki ze wszystkim co się da dobiegną końca, dzieci pójdą w końcu do szkoły, wyprawka dla Najmłodszej, mającej do nas dołączyć w październiku będzie gotowa, a ja będę w końcu miała chwilę żeby siąść na przysłowiowej dupie...
Jednak wszystko się popieprzyło...Na początku września miałam udać się do szpitala celem kilkudniowej obserwacji, w czwartej dobie miałam wyjść do domu. Nie wyszłam...pacjentce leżącej ze mną na sali wyszedł wynik covid-19 pozytywny...I zaczął się koszmar...tydzień izolacji, mój test - covid-19 pozytywny, decyzja lekarzy (bez konsultacji ze mną zresztą) - cięcie cesarskie w 37 tyg. ciąży. Nie zgodziłam się, proszę o usg - z dzieckiem wszystko ok, więc czekamy, wyrok odroczony na tydzień. Za tydzień mam mieć kolejny wymaz, liczę że przez ten czas zwalczę wirusa...Szpital nie czeka jednak do umówionego terminu i robi wymaz 4 dni wcześniej, wynik bez zmian...Decyzja o indukcji porodu, żeby szybciej mieć, jak to określił ordynator, jeden problem z głowy, zmanipulowane USG, w którego wynik zupełnie nie wierzę, jednak nie pozostawia mi wyboru...W 38 tygodniu każą rodzić...Rodzę w mękach wywołanych sztuczną indukcją, pośpiechem personelu (mają 4 godziny żebym urodziła), warunkami znacznie odbiegającymi od normalnych warunków porodu...z problemami, ale udaje się, rodzę. Dziecko widzę jedynie przez chwilę, zabierają je...ja wracam do swojej izolatki, dziecko pod opiekę pielęgniarek...Nie wolno mi zobaczyć, przytulić, nakarmić...Momentami zastanawiam się czy naprawdę byłam w ciąży, czy tylko mi się to śniło...tylko bóle poporodowe nie pozostawiają złudzeń...Po kilku dniach dziecko trafia do domu, ja do izolacji...dobrze że mam gdzie się podziać, bez wygód ...zimna woda, jedno sprawne gniazdko, łóżko, parę przedmiotów żeby przeżyć, ale dach nad głową jest...W domu muszą sobie radzić, całe szczęście z Małą nie ma większych problemów, więc jest ok...Siedzę i czekam końca, w bólach odciągam sztucznie pokarm, byleby tylko nie stracić laktacji, dolegliwości poporodowe przybierają na sile...Zaciskam zęby żeby wytrzymać...
Dziś ostatnia doba...najdłuższa...






