W końcu nadeszła moja ulubiona pora roku. Niestety pewne życiowe problemy nie pozwalają mi się nią cieszyć jak należy. Żeby o nich choć trochę zapomnieć, wyrzywam się "przyziemnie" w ogródku. Puki co wygląda to jak wielkie pobojowisko, ale za parę dni powinno nabrać kształtu.
Nasiona na sadzonki już wysiane, ogródek przekopany i z grubsza odchwaszczony, gorzej z planem nasadzeń, który zmnieniam już chyba z piąty raz...I pewnie w końcu i tak znów posadzę wszystko "jak leci" - część urośnie, część nie ...życie:-)
Trzeci rok z rzędu próbuję uprawy współrzędnej, jednak w necie często można znaleźć sprzeczne informacje, co do tego co koło czego dobrze rośnie. Chyba trzeba przetestować samemu... Z zeszłorocznych hitów niewątpliwie najlepiej wyszło "sparowanie" na jednej grządce buraka z ogórkiem - jedno i drugie dało ładne plony. I wyszukany u "Ogród na końcu świata" drożdżowy sposób na choroby grzybowe pomidorów.
W tym roku czas na kolejne eksperymenty. Co z tego wyjdzie, czas pokaże...
Pozdrawiam wiosennie - ogrodowo.