![]() |
| Opuszczony dom po sąsiedzku |
No i przyszła zima. Lubiana i nielubiana.
Lubiana za białe krajobrazy, swoisty spokój za oknem, kiedy wstanie się o tej 5.30 - tylko biel i cisza.
Lubiana za wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to wyczekiwało się tej pory zabaw w śniegu, świąt, prezentów na Mikołaja.
Nielubiana za poranny chłód , zbyt krótkie dni, piruety zarówno pieszo jak i samochodem, konieczność wcześniejszego wstawania żeby odśnieżyć auto czy napalić w piecu.
Nielubiana za ten stres związany z wymuszonymi przedświątecznymi porządkami...
![]() |
| badyle |
A skoro mowa o przedświątecznych porządkach... Świąt katolickich, jako takich nie obchodzę, bardziej czas przesilenia zimowego, kiedy dzień w końcu zaczyna przeciwstawiać się nocy w walce o panowanie nad godzinami doby. Mimo wszystko, przed nadejściem tej kalendarzowej zimy mam jakąś wewnętrzną potrzebę uporządkowania przestrzeni życiowej. Odkąd urodziła się Młodsza, robiłam to po łebkach, na ostatnią chwilę, więc w tym roku postanowiłam zacząć już 1 grudnia.
Plan był następujący:
1 tydzień: uporządkować wszystkie szafki, po 1-2 dni na każde pomieszczenie.
2 tydzień: powierzchnie zewnętrzne, okna, kąty dziury i inne pająki.
3 tydzień: dekorowanie domu na przyjście zimy, jak również na moje (w tym roku pół okrągłe) urodziny.
Wczoraj zrobiłam sobie nawet przedbiegi i jaki wniosek? BĘDZIE CIĘŻKO!
Dwie popołudniowe godziny postanowiłam poświęcić na posprzątanie kilku szafek w kuchni. Dwie godziny zamieniły się w sześć...Pracę umilały mi ciągle przerywniki typu: płacz Młodej, bo Starsza ją bije, krzyk Starszej bo młoda coś jej zabiera, ganianie Starszej do odrabiania lekcji, taniec z mopem bo się piesiu zsikał, latanie ze ścierą bo Młode coś wylały. Sytuacji nie poprawił też czasowy brak ciepłej wody i konieczność grzania wody, jak za dawnch czasów, na kuchni kaflowej.
Uff, mogłam zacząć miesiąc wcześniej...
Przy okazji przypaliłam suszące się pomarańcze i cytryny, mające zawisnąć na choinkowych badylach.
![]() | |
| Resztki jesieni |
A dzieci, jak to dzieci - zachwycone śniegiem.Szczególnie Młoda, która od rana stała w oknie i nie mogła doczekać się wyjścia na dwór. Oczywiście pierwszego dnia wróciły przemoczone do samych gaci, pierwsza kąpiel w śniegu musiała zostać zaliczona:-) Piesiu chyba mniej zadowolony (nowy nabytek, wnuk naszej zmarłej suki i siostrzeniec drugiej, zaginionej) - śnieg wyższy od niego.
![]() |
| Koks |
Dziś kolejny dzień walki z chaosem.
A kasztan jak stał, tak stoi i nic sobie z tego wszystkiego nie robi...





















