No i nadszedł czas, w którym będę musiała podjąć kilka bardzo ważnych, życiowych decyzji. Większość planów na przyszłość legło w gruzach, trzeba będzie obrać inną ścieżkę. W którą stronę i dokąd mnie ona doprowadzi, nie mam pojęcia...
Przy okazji zdałam sobie sprawę, jak dwulicowi potrafią być ludzie, którzy mnie otaczają .
Tymczasem rozpoczęły się wakacje. Moje starsze właśnie odebrało pierwsze w swoim życiu świadectwo. Ja w końcu będę miała te 3 poranne godziny dziennie, żeby podłubać w ziemi. Ogródek zarasta niemiłosiernie, ale są też oczywiście i pierwsze plony.
Rzodkiewki już stwardniały i za bardzo nie nadają się już do jedzenia, za to rosnący razem z nimi groch obrodził pięknie i miałam przyjemność kosztować już pierwsze dojrzałe strąki.
Sałaty też ładnie urosły, niestety kret upodobał sobie właśnie ich miejscówkę na swoje kopce. Na części wcześniej sadzonych pomidorów pojawiły się już kwiaty, a rosnący w ich pobliżu rumianek (zostawiony specjalnie podczas plewienia), obalił się pod własnym cieżarem - czas na zbiór ziela na susz :-)
Pojawiły się pierwsze miniaturowe cukinki, niestety nie wiem czemu dwie z nich gniją na końcach...muszę o tym poczytać.
Kalarepki są już wielkości orzecha włoskiego, jarmuż pięknie się przyjął, słoneczniki mają już pąki.
No i doczekałam się pierwszy raz w życiu strąków bobu! Co roku pożerały mi je mszyce, w tym, po ich pojawieniu się zastosowałam oprysk z tytoniu, który jednak podziałał.
I pierwszy raz urósł mi koper - już wiem co i jak: jedną grządkę mam na słońcu i tam ledwo co go widać i do tego żółknie, na drugiej zacieniają go buraki i słoneczniki, i tam jest aromatyczny i dorodny.
Ogórki będę musiała w tym roku kisić kupne - wykiełkowało tylko kilka sztuk.
Nie wiem tylko, czy zdążę nacieszyć się plonami...mam nadzieję, że przez wakacje zdążą dojrzeć, bo co będzie potem to jeszcze nie wiem...Najprawdopodobniej czeka mnie powrót do klitki w bloku - nie wyobrażam sobie tego - dwa psy, kot, dwoje dzieci i ja.
W międzyczasie pojawiło się nowe życie, a raczej cztery - Hrabina powiła czwórkę pięknych kociąt. Gdzie? Oczywiście w wersalce :-)
Niestety tego samego dnia swój żywot zakończył szkolny chomik, którym opiekowała się moja starsza. Jedno życie przychodzi, inne odchodzi...koło Matki Natury.
A mebelki do odnowienia jak stały, tak stoją...ach ten mój słomiany zapał.
I zdjęcia też oczywiście nie porobione.
Jeżeli ktoś tu zagląda - Pozdrawiam smutnawo.
niedziela, 25 czerwca 2017
niedziela, 4 czerwca 2017
Burzowo...
Po bardzo dusznym dniu nadeszła dość intensywna, lecz krótka burza.
Roślinki w ogródku na szczęście całe i w końcu porządnie podlane. Chwaścisko po deszczu też pewnie jutro zaatakuje ze zdwojoną siłą ...
Pierwsze zielska zebrane i zasuszone (pokrzywa, kwiat kasztanowca, babka lancetowata, kwiat jasnoty białej i ciut przywrotnika).
Roślinki w ogródku na szczęście całe i w końcu porządnie podlane. Chwaścisko po deszczu też pewnie jutro zaatakuje ze zdwojoną siłą ...
Pierwsze zielska zebrane i zasuszone (pokrzywa, kwiat kasztanowca, babka lancetowata, kwiat jasnoty białej i ciut przywrotnika).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)