środa, 1 sierpnia 2018

Brak czasu

Dziś, po kilku miesiącach nieobecności, post krótki, szybki, rozruchowy.
Czasu brak na cokolwiek... Dom zarasta brudem, ogródek chwastem, a ja zbieram i przerabiam. Sezon słoikowy rozpoczęty w tym roku z dużym wyprzedzeniem. Pomimo duuużego opóźnienia w pracach ogródkowych, spowodowanego miesięczną nieobecnością w domu, większość roślin zdążyło nadgonić, ba, nawet pogalopować...
Na pierwszy ogień poszły syropy: z mniszka i kwiatów czarnego bzu. Miały być na zimę...Młodszej tak posmakowały, że zniknęły po miesiącu...
Potem pod nóż poszły owoce papierówki (ta to w tym roku zwariowała chyba)... Kompoty z mięta, mus, ocet, wińczacho i zacier na bimberek zrobione, a końca nie widać...
Wiśnia, jeżyna i (kradziona :-) porzeczka też już plumkają w balonach.

Pierwsze rozsady warzyw robiłam dopiero pod koniec kwietnia, wysiewy również. Sadzonki poszły do gruntu z końcem maja.
Dyniowate szaleją...Pierwsze cukinie opitalałam już w czerwcu, plonują do dziś (taaakie wielkie). Jeden krzaczek patisona daje sukcesywnie po kilka owoców na tydzień. Ogórasy już w słoikach, na krzaczkach też jeszcze co nieco dynda...
Pierwszy raz sadziłam dynie i doczekałam się :-)

Fasolki różniaste są już pożerane, szpinak w zamrażarce, szczaw czeka na zbiór, zielsko przyprawowe schnie. Pierwsze pomidory lądują na kanapkach (w tym roku rosną pod chmurką).
Z głodu na pewno nie zdechnę...Wychodzę do ogródka i mam co włożyć do gara...Tyle możliwości, że codziennie nie wiem co mam ugotować na obiad :-)
 W międzyczasie, co dwa - trzy dni robię kozie sery (nie, kozy nie mam, ale daleki sąsiad owszem)

A żeby mi się za bardzo nie nudziło, przytargałam sobie wczoraj do domu kilka staroci do odnowienia...(w tym mój wymarzony kredens)

Zdjęcia będą, kiedyś...jak znajdę czas na zrzucenie ich z telefonu...
Teraz wracam do słoików (cholera, słoiki mi się kończą:-), potem obiad, pranie, sranie w banię i inne sprzątanie, a wieczorem znów zbieranie i przetwarzanie...

Doba jest za krótka...