Czy tak naprawdę żyjemy? Czy podążamy własną ścieżką czy nieświadomie trzymamy się kursu narzuconego nam przez innych? Społeczeństwo, standardy, religię, rodzinę, otoczenie? Czy robimy coś bo tego chcemy, czy tylko dlatego że tak wg innych powinniśmy postępować? Czy nasze marzenia i pragnienia pochodzą od nas czy dyktowane są panującym aktualnie trendem? Czy potrafimy spojrzeć na świat takim jak naprawdę jest, bez instalowanych nam w umysłach korektorów odbioru rzeczywistości?
Inni wiedzą lepiej jak powinniśmy żyć, inni wiedzą lepiej co jest dla nas dobre, inni wiedzą lepiej co powinno być naszym celem. Inni...a gdzie w tym wszystkim jesteśmy my? Czy jeszcze w ogóle istniejemy czy jesteśmy już tylko hologramem cudzych oczekiwań?
Czy po opuszczeniu bezpiecznej klatki stereotypów będziemy potrafili odnaleźć właściwą ścieżkę? Czy po kilku nabitych po omacku guzach powrócimy do utartych schematów?
Miesiąc temu rzuciłam pracę...dosłownie...z dnia na dzień, a wręcz z godziny na godzinę...Choć myśl ta dojrzewała we mnie przez ostatnie kilka miesięcy, decyzję tę podjęłam pod wpływem chwili...Coś pękło, coś osiągnęło pułap..Poczułam że natychmiast muszę coś zrobić, coś drastycznie zmienić w swoim życiu...Praca była tylko jednym z aspektów, ale jakiś musiał być ten pierwszy krok. Utknęłam życiowo w miejscu, a wręcz zaczęłam się cofać...Frustracja wypełniała moje dni powodując coraz częstsze próby pozornej ucieczki od problemów niezbyt zdrowymi metodami...Jeszcze chwila i nastąpiłaby katastrofa...
Po chwilowej uldze, poczuciu "uff w końcu coś zrobiłam, teraz będzie lepiej " nadeszły wątpliwości. Co teraz? Co dalej?
Jak żyć? Ba, z czego żyć?
Presja otoczenia, miałaś pracę pod nosem to było ci źle...miałaś pracę słabo płatną, a czy myślisz że gdzie indziej będzie lepiej?...miałaś pracę bez możliwości rozwoju, doskonalenia się, rozwijania kreatywności, wpływu na cokolwiek...ale po co ci to? Miałaś pracę...a teraz nie masz...
Ale czy musimy przez całe życie zadowalać się danym nam minimum? Podporządkowywać się oczekiwaniom otoczenia? Dokonywać wyborów przez pryzmat cudzych opinii? Żyć według narzuconych schematów? Czy można to w ogóle nazwać życiem?
Czy zrobiłam dobrze? Nie wiem. Co dalej? Nie wiem. Jaką pójdę drogą i gdzie mnie ona zaprowadzi? Nie wiem.
Mnóstwo pytań, zero odpowiedzi...I ta wewnętrzna presja że już powinnam coś ze sobą zrobić, podjąć jakieś decyzje, postawić kroki w konkretnym kierunku...
A w głowie czarna dziura.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz