Dziś, po kilku miesiącach nieobecności, post krótki, szybki, rozruchowy.
Czasu brak na cokolwiek... Dom zarasta brudem, ogródek chwastem, a ja zbieram i przerabiam. Sezon słoikowy rozpoczęty w tym roku z dużym wyprzedzeniem. Pomimo duuużego opóźnienia w pracach ogródkowych, spowodowanego miesięczną nieobecnością w domu, większość roślin zdążyło nadgonić, ba, nawet pogalopować...
Na pierwszy ogień poszły syropy: z mniszka i kwiatów czarnego bzu. Miały być na zimę...Młodszej tak posmakowały, że zniknęły po miesiącu...
Potem pod nóż poszły owoce papierówki (ta to w tym roku zwariowała chyba)... Kompoty z mięta, mus, ocet, wińczacho i zacier na bimberek zrobione, a końca nie widać...
Wiśnia, jeżyna i (kradziona :-) porzeczka też już plumkają w balonach.
Pierwsze rozsady warzyw robiłam dopiero pod koniec kwietnia, wysiewy również. Sadzonki poszły do gruntu z końcem maja.
Dyniowate szaleją...Pierwsze cukinie opitalałam już w czerwcu, plonują do dziś (taaakie wielkie). Jeden krzaczek patisona daje sukcesywnie po kilka owoców na tydzień. Ogórasy już w słoikach, na krzaczkach też jeszcze co nieco dynda...
Pierwszy raz sadziłam dynie i doczekałam się :-)
Fasolki różniaste są już pożerane, szpinak w zamrażarce, szczaw czeka na zbiór, zielsko przyprawowe schnie. Pierwsze pomidory lądują na kanapkach (w tym roku rosną pod chmurką).
Z głodu na pewno nie zdechnę...Wychodzę do ogródka i mam co włożyć do gara...Tyle możliwości, że codziennie nie wiem co mam ugotować na obiad :-)
W międzyczasie, co dwa - trzy dni robię kozie sery (nie, kozy nie mam, ale daleki sąsiad owszem)
A żeby mi się za bardzo nie nudziło, przytargałam sobie wczoraj do domu kilka staroci do odnowienia...(w tym mój wymarzony kredens)
Zdjęcia będą, kiedyś...jak znajdę czas na zrzucenie ich z telefonu...
Teraz wracam do słoików (cholera, słoiki mi się kończą:-), potem obiad, pranie, sranie w banię i inne sprzątanie, a wieczorem znów zbieranie i przetwarzanie...
Doba jest za krótka...
środa, 1 sierpnia 2018
czwartek, 8 marca 2018
piątek, 2 lutego 2018
Ch... bombki strzelił, choinki nie będzie...
Nabyłam swego czasu na OLX takie cuś:
Nabyłam, bo wielki potencjał w tym widziałam. Wizja była następująca:
oszlifować, zabejcować, polakierować, nogi na czarno pomalować, uchwyt na czarny muszelkowy wymienić. I miało być pięknie...
Jednak od samego początku szafka owa, lub też nocny stolik, do współpracy ze mną skory nie był...Najpierw nie dało się wysunąć szuflady, potem uchwytu...
Gdy to już się udało, jedna ze śrub mocujących nogi postanowiła za wszelką cenę pozostać na swoim miejscu.
Kiedy w końcu udało się ów organizm na części pierwsze rozczłonkować, przyszła kolej na szlifowanie, bejcowanie i lakier. Niestety blat po tych zabiegach okazał się nader paskudny. Zmiana koncepcji - blat na czarno. Koncepcja koncepcją, a życie życiem...Farba nie chciała kryć. Po czterech warstwach dopiero było ok. Potem nogi na czarno, wymiana uchwytu na nowy, pomalowany również na czarno i wszystkie członki gotowe były do ponownego złożenia w całość. Niestety, tutaj na jaw wyszła w końcu moja ślepota...Nogi okazały się być tak krzywe, że po skręceniu wyszło z tego jakieś pokraczne cuś. (Wcześniejszą jej "asymetryczność" zwalałam na obecność zaślepki w jednej nodze).
I cała robota psu na budę... Po prawie trzech tygodniach mordęki, poddałam się...
Ale żeby chociaż jakiś ochłap mi się z tego uchował, zostawiłam sobie to:
czyli część z szufladką.
Chociaż ramę na "tablicokluczowywieszak" udało się przerobić. Też była aspołecznie nastawiona, ale po długich negocjacjach uległa.
![]() |
| zdjęcie poprzedniego właściciela |
oszlifować, zabejcować, polakierować, nogi na czarno pomalować, uchwyt na czarny muszelkowy wymienić. I miało być pięknie...
Jednak od samego początku szafka owa, lub też nocny stolik, do współpracy ze mną skory nie był...Najpierw nie dało się wysunąć szuflady, potem uchwytu...
Gdy to już się udało, jedna ze śrub mocujących nogi postanowiła za wszelką cenę pozostać na swoim miejscu.
Kiedy w końcu udało się ów organizm na części pierwsze rozczłonkować, przyszła kolej na szlifowanie, bejcowanie i lakier. Niestety blat po tych zabiegach okazał się nader paskudny. Zmiana koncepcji - blat na czarno. Koncepcja koncepcją, a życie życiem...Farba nie chciała kryć. Po czterech warstwach dopiero było ok. Potem nogi na czarno, wymiana uchwytu na nowy, pomalowany również na czarno i wszystkie członki gotowe były do ponownego złożenia w całość. Niestety, tutaj na jaw wyszła w końcu moja ślepota...Nogi okazały się być tak krzywe, że po skręceniu wyszło z tego jakieś pokraczne cuś. (Wcześniejszą jej "asymetryczność" zwalałam na obecność zaślepki w jednej nodze).
I cała robota psu na budę... Po prawie trzech tygodniach mordęki, poddałam się...
Ale żeby chociaż jakiś ochłap mi się z tego uchował, zostawiłam sobie to:
czyli część z szufladką.
Chociaż ramę na "tablicokluczowywieszak" udało się przerobić. Też była aspołecznie nastawiona, ale po długich negocjacjach uległa.
![]() |
| przed |
![]() |
| po |
W międzyczasie walnęłam szybki lifting kredensu kuchennego, na który nie mogę już patrzeć...(halo, mój wymarzony kredensie, gdzie jesteś?)
![]() |
| przed |
![]() |
| po |
I takie to perypetie przeróbkowe mi się ostatnio przytrafiły...
środa, 31 stycznia 2018
środa, 24 stycznia 2018
Niemoc
Są w życiu dni, kiedy wszystko idzie jak po maśle. Wykonane 200% normy, a jeszcze są siły i chęci na więcej...
Ale zdarzają się i takie, kiedy jedna mała pierdoła potrafi popsuć wcześniej opracowany plan działania. Coś nie idzie, coś się popsuje, czegoś brakuje, czegoś nie da się zrobić, tak jak się planowało...A potem już się sypie wszystko po kolei i utykam w martwym punkcie.
Mam wtedy ochotę rzucić wszystko w cholerę...
Ale jednak zostaje ta pierwotna wizja celu i człowiek się nie poddaje. Trzeba posiedzieć, pomyśleć, pokombinować, znaleźć inne rozwiązanie, które też może okazać się dobre. Jeśli trzeba - przeczekać, ochłonąć. I iść dalej...
Taki filozoficzny wpis mi wyszedł...A miało być o stoliku i ramie okiennej, których od dobrych paru dni nie mogę skończyć przerabiać/odnawiać :-)
Ale zdarzają się i takie, kiedy jedna mała pierdoła potrafi popsuć wcześniej opracowany plan działania. Coś nie idzie, coś się popsuje, czegoś brakuje, czegoś nie da się zrobić, tak jak się planowało...A potem już się sypie wszystko po kolei i utykam w martwym punkcie.
Mam wtedy ochotę rzucić wszystko w cholerę...
Ale jednak zostaje ta pierwotna wizja celu i człowiek się nie poddaje. Trzeba posiedzieć, pomyśleć, pokombinować, znaleźć inne rozwiązanie, które też może okazać się dobre. Jeśli trzeba - przeczekać, ochłonąć. I iść dalej...
Taki filozoficzny wpis mi wyszedł...A miało być o stoliku i ramie okiennej, których od dobrych paru dni nie mogę skończyć przerabiać/odnawiać :-)
czwartek, 18 stycznia 2018
Chorobowy areszt domowy i co z niego wyniknęło.
Domowe uziemienie w pełni.
Ale nie ma tego złego... W końcu z czeluści składzika wygrzebałam moje ustrojstwa do przeróbek mebli. Taka sobie deska też tam leżała:
I leżeć przestała. A zaczęła wisieć:
I tak wisieć też:
A tak owa decha w międzyczasie wyglądała:
A owa łazienka podczas pracy tak:
(czyt. SAJGON TOTALNY)
a teraz coffe...
wtorek, 16 stycznia 2018
Nowe nabytki
Nowe graty trafiły w moje ręce. Nie mam jeszcze na nie do końca sprecyzowanego pomysłu, ale myślę, że podczas skrobania/czyszczenia z pewnością coś w mojej łepetynie zaświta.
Skrzynka po starym zegarze. Kupiona na OLX.
Trochę się zawiodłam, myślałam, że będzie w lepszym stanie... nie odbierałam jej osobiście, więc nie mogłam sprawdzić jej stanu przed zakupem. Tymczasem, to co miało być drewnem, okazało się najprawdopodobniej oklejoną sklejką, która odłazi w każdym możliwym miejscu. Góra i dół drewniane, reszta wyjdzie po oderwaniu okleiny.
Rupieć nr 2.
Szafka - półka pomalowana olejną, też from OLX.
Puki co, służy jako domek dla lalek, ale już niedługo :-)
Skrzynka po starym zegarze. Kupiona na OLX.
Trochę się zawiodłam, myślałam, że będzie w lepszym stanie... nie odbierałam jej osobiście, więc nie mogłam sprawdzić jej stanu przed zakupem. Tymczasem, to co miało być drewnem, okazało się najprawdopodobniej oklejoną sklejką, która odłazi w każdym możliwym miejscu. Góra i dół drewniane, reszta wyjdzie po oderwaniu okleiny.
Rupieć nr 2.
Szafka - półka pomalowana olejną, też from OLX.
Puki co, służy jako domek dla lalek, ale już niedługo :-)
I ostatni rupieć:
Stara rama okienna, pewnie z któregoś z pomieszczeń gospodarczych, znaleziona na stercie z dechami przeznaczonymi na opał...Że ja też wcześniej jej nie znalazłam...
Tymczasem od początku stycznia atak choróbska u dzieci. najpierw młodsza, teraz starsza... Uziemienie.
Mnie też coś łamie, ale może jakoś uda mi się uniknąć choroby...Oby...
piątek, 5 stycznia 2018
2018
I jak co roku, niezmiennie nadszedł Nowy Rok. Jaki będzie, czas pokaże... Sylwester minął, święta też... wróciła szara codzienność. Pogoda bardziej jesienna lub też wiosenna niż zimowa, jednak wcale mnie to nie martwi :-)
Plan przedświątecznych porządków jak zwykle spalił na panewce, ale grunt, że wyrobiłam się na czas:-) Więcej czasu zajęło mi przestawianie popierdółek (bo to przyjemniejsze) niż same porządki...No ale już tak mam. Coś trzeba zmienić, pocudować, bo inaczej to nuda.
Jakoś nie mam nastroju do pisania, wrzucam więc tylko parę, jak zwykle nieudanych fotek :-)
przestawianki...
cudowanki...(pokrowiec na butlę gazową z worka po ziemniorach)
kuchenne
łazienkowe
pokojowe
naganne (czyli gankowe:-)
i pierwszy w życiu wianek
I to by było na tyle...
Życzę Wszystkim Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)































