Wiosna zaczyna się nieśmiało młodym mniszkiem, malutkimi listkami pokrzywy, szczawiem i pojedynczymi listkami czosnku niedźwiedziego, które dodaję do zielonych zup i sałatek. W maju przyroda wybucha. Czasem wręcz ciężko nadążyć...bez czarny, bluszczyk kurdybanek, glistnik, mniszek lekarski, pokrzywa, o którą trzeba walczyć ze ślimakami, kasztanowiec, brzoza, pędy sosny. Potem przychodzi czas na kolejne i kolejne...przywrotnik, srebrnik, skrzyp krwawnik, babka, wrotycz, bukwica...długo by wymieniać. I tak do późnej jesieni...coś się suszy, coś maceruje, coś przeobraża się w pyszne syropki lub nalewki...I stoi potem szczelnie zakręcone, czekając na właściwy czas.
Moja przygoda z ziołami trwa niezmiennie od dwudziestu kilku lat. Zaczynałam od wiedzy zdobytej z książki wypożyczonej z miejskiej biblioteki i pierwszych ziół przynoszonych spoza betonowej strefy mojego rodzinnego miasta. Teraz, mieszkając na wsi, wystarczy że zrobię parę kroków i już mogę się cieszyć darami Natury. Oprócz wiedzy książkowej doszła intuicja, czasem bezwiednie zastosuję coś co okazuje się potem pomocne w danym przypadku. Nie szukam konkretnych ziół na siłę, zbieram te, które same przychodzą. Niektórym pozwalam rozpanoszyć się po warzywniaku (rumianek, krwawnik) z niektórymi niestety muszę toczyć nieustanną walkę o skrawek ziemi (np. perz), z innymi z kolei idę na kompromis (mniszek).
Jedne chronią warzywa przed szkodnikami, inne wspomagają ich wzrost, jeszcze inne przyciągają owady zapylające...Wszystko w przyrodzie współpracuje, trzeba tylko wsłuchać się w jej rytm...
sobota, 9 maja 2020
środa, 6 maja 2020
Majowa rzeczywistość
No i nastał maj...mój ulubiony miesiąc.Nie tak miał wyglądać, nie taka miała być ta wiosna, nie tak miał zacząć się ten rok...jest jak jest...
Plany planami, a życie życiem...A życie potrafi zaskoczyć i to mocno...W nosie ma nasze zamierzenia, robi swoje i nie pyta nas o zdanie. I cóż nam pozostaje? Prawo ewolucji - przystosuj się lub zgiń.
No tak, plany na obecny rok, przez wiadomą sytuację, poszły się ...Mało tego, plany bardziej długofalowe, przez moją osobistą sytuację, która nie powiem, mocno mnie zaskoczyła, również...Uczę się akceptacji, tego co jest, co przyszło, co ma nadejść...Czy jest w tym jakiś głębszy sens? Chcę wierzyć, że tak, że objawi się w odpowiednim momencie i pokaże, że wszystko jest tak jak być powinno.
A tymczasem...w ogródku jak zwykle obsuwa, prace zaczęte dopiero z końcem kwietnia. Domowe rozsady, po pięknym wzroście padły na grzyba lub inne pieroństwo. Podejście numer dwa w toku... Dzień podzielony między domową szkołę, domowe przedszkole a karczowanie ogródka. W międzyczasie szybki obiad, pranie etc. etc. Przy ładnej pogodzie zbieram i przetwarzam to co daje natura. Syrop z mniszka, nalewki z bzu czarnego, pąków kasztanowca,bluszczyka kurdybanka, glistnika.
I tak...toczy się...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


