No i nastał maj...mój ulubiony miesiąc.Nie tak miał wyglądać, nie taka miała być ta wiosna, nie tak miał zacząć się ten rok...jest jak jest...
Plany planami, a życie życiem...A życie potrafi zaskoczyć i to mocno...W nosie ma nasze zamierzenia, robi swoje i nie pyta nas o zdanie. I cóż nam pozostaje? Prawo ewolucji - przystosuj się lub zgiń.
No tak, plany na obecny rok, przez wiadomą sytuację, poszły się ...Mało tego, plany bardziej długofalowe, przez moją osobistą sytuację, która nie powiem, mocno mnie zaskoczyła, również...Uczę się akceptacji, tego co jest, co przyszło, co ma nadejść...Czy jest w tym jakiś głębszy sens? Chcę wierzyć, że tak, że objawi się w odpowiednim momencie i pokaże, że wszystko jest tak jak być powinno.
A tymczasem...w ogródku jak zwykle obsuwa, prace zaczęte dopiero z końcem kwietnia. Domowe rozsady, po pięknym wzroście padły na grzyba lub inne pieroństwo. Podejście numer dwa w toku... Dzień podzielony między domową szkołę, domowe przedszkole a karczowanie ogródka. W międzyczasie szybki obiad, pranie etc. etc. Przy ładnej pogodzie zbieram i przetwarzam to co daje natura. Syrop z mniszka, nalewki z bzu czarnego, pąków kasztanowca,bluszczyka kurdybanka, glistnika.
I tak...toczy się...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz